Dzieje tej płaskorzeźby przypominają historię świętego Graala. Wizerunek Jezusa jedną ręką zasłaniającego oczy, ukrzyżowanego na tle płonącej Warszawy wyszedł spod ręki Jana Małety w dniach Powstania 1944 roku. W rok później pierwszy jego odlew zawisnął w miejscu pamięci na ścianie kamienicy u zbiegu Alej Jerozolimskich i Marszałkowskiej, po której do dziś pozostał tylko fragment przesuniętego o kilka metrów muru pod hotelem Forum lub, jak kto woli, Novotel. Drugi po dwóch latach ozdobił pierwszy w Polsce, i przez wiele lat jedyny, pomnik Powstańców Warszawskich w... Słupsku, wzniesiony z inicjatywy powstańczego kapelana – księdza Jana Ziei, którego powojenne losy rzuciły do tego pomorskiego miasta. Z tej pierwszej lokalizacji zniknął prawdopodobnie w ramach tzw. akcji dekrucyfikacyjnej w 1958 roku. Z drugiej zaś w roku 1962, powracając na swoje miejsce dopiero 19 lat później za sprawą "Solidarności", lecz już bez przejmującej inkrypcji "Jezu, ratuj, bo giniemy". Trzeci odlew znajdował się u Jezuitów na Rakowieckiej, lecz i stąd zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach, prawdopodobnie tak samo jak czwarty z kościoła na Boernerowie, gdzie mieszkał autor. Urząd Bezpieczeństwa, zastraszając go, pilnował, by płaskorzeźba nie pojawiła się już nigdzie. Egzemplarz plakiety (być może jeden z tych zaginionych) znajduje się ponoć także w Muzeum Rzemiosł Artystycznych i Precyzyjnych, co trudno zweryfikować z uwagi na jego zamknięte dla zwiedzających podwoje. Kilka podobnych plakiet do dziś zobaczyć możemy jednak na cmentarzu na rogu Powsińskiej i Św. Bonifacego. A całkiem niedawno kolejne dwa odlewy płaskorzeźby pojawiły się w Muzeum Powstania Warszawskiego oraz w kościele św. Krzyża na ścianie rekonstruowanego właśnie ołtarza Najświętszego Sakramentu i św. Trójcy, zwanego też Ołtarzem Ojczyzny. W końcu więc odnaleziono naszego „warszawskiego Graala”. I to w dwóch egzemplarzach. Oby pozostał on w tych, jak najbardziej dla niego odpowiednich miejscach, jak najdłużej.
Name:

komentarze:

22.01.2009, 17:35
fotohci
dzięki, za opinię. Ja zaglądam tu przez inne blogi.