[reprint wpisu z 09.04.10]



Mamy w Warszawie kilka chodzących legend miejskich – generała, malowaną lalę, letnika w koszulce na ramiączka przy minus dwudziestu. Najdosłowniej chodzącą legendą jest jednak Czarny Roman.
Mieszka w upiornej kamienicy na pograniczu Śródmieścia i Woli. Każdego dnia szybkim, nieco tanecznym krokiem przemierza swój stały szlak wzdłuż Nowego Światu, Chmielnej, Marszałkowskiej... Zimą zamienia kruczoczarny surdut na odblaskowy kombinezon narciarski. Zaczepiony, opowiada długo i zajmująco – o nieśmiertelnej świadomości mordu, o arcy-kórwie-mordercy, leżącym półtora metra w grobie na cmentarzu w Wilanowie, o skale, która spadnie na Warszawę... ale także o zaletach picia dziurawca i zawartości tlenu w ryżu z baru Dudu. Rozmówców tytułuje aniołeczkami ("mocny jesteś, aniołeczku"). Momentami bywa przekonywujący.
Zazwyczaj, gdy będąc na mieście, pomyślisz o nim, on właśnie przechodzi gdzieś w pobliżu, w poszukiwaniu śledczej Żebrowskiej, która jako jedyna może rozwikłać zagadkę...

...zszedł ze szlaku 05.12.17
Name:

komentarze: