Link | 01.01.09 | prg płd | (3)



Moje pierwsze zdjęcie Warszawy ;-)

Zobacz to miejsce na mapie


Link | 02.01.09 | och | (2)



Tu było kino

Zobacz to miejsce na mapie


Link | 03.01.09 | śró płn | (5)



Downtown


Link | 04.01.09 | śró płn | (3)



Pamiętaj
(wersja 2)

Zobacz to miejsce na mapie


Link | 05.01.09 | śró płd | (0)



Godzilla

Zobacz to miejsce na mapie


Dom pod Skarabeuszami


Link | 07.01.09 | mok | (5)



Widoczne na zdjęciu sowy adorujące skarabeusza rozsiadły się na fasadzie tzw. "Domu pod Skarabeuszami", zaprojektowanego w latach 30. XX wieku przez Adolfa Inatowicza-Łubiańskiego dla Władysława Malinowskiego - przedwojennego wiceprezydenta Warszawy. Obaj dżentelmeni studiowali na Uniwersytecie w Rydze i byli członkami studenckiej korporacji Arkonia, która za swe symbole obrała właśnie sowę i skarabeusza - staroegipskie personifikacje wiedzy i pracowitości, w roku 1944 czuwające nad ulokowanym tu szpitalem powstańczym. Ten sam architekt zaprojektował również warszawską siedzibę korporacji przy ulicy Wilczej 60. Skąd jednak liczba mnoga w nazwie kamienicy, skoro na jej fasadzie widzimy tylko jednego przedstawiciela tego gatunku? Otóż oryginalnie również południowa ściana domu ozdobiona była płaskorzeźbami, na których pewnie przycupnęły jakieś inne skarabeusze.

Zobacz to miejsce na mapie


Willa Struvego


Link | 08.01.09 | śró płd | (8)



Tzw. willa Struvego to jeden z najsłodszych rodzynków w cieście śródmiejskiej zabudowy. Niełatwo na niego przypadkowo trafić, choć znajduje się w samym sercu miasta, tuż za parawanem emdeemowskiego bloku na zachodnim rogu Marszałkowskiej i Koszykowej, gdzie niespodziewanie wyłania się przy zapomnianym fragmencie ulicy Pięknej, świadczącym o jej przedwojennym przebiegu. Zbudowana została w latach 1876-79 przez i dla architekta Karola Kozłowskiego, bardziej znanego jako autora gmachu warszawskiej Filharmonii, który jednak długo tu nie pomieszkał. Ze swą inwestycją trafił bowiem na moment wchłaniania tej sielskiej okolicy przez miasto właściwe. A że najwidoczniej miał żyłkę spekulanta, to na posesji dobudował stojącą do dziś kamienicę i całe założenie sprzedał. Jednym z późniejszych lokatorów willi był filozof Henryk Struve, od którego nazwiska pochodzi jej dzisiejsza nazwa. W latach 20. XX wieku jej mury zdążyły być jeszcze siedzibą Instytutu Psychologicznego, w którym prowadzono pierwsze w Polsce badania nad hipnozą i telepatią, a następnie elitarnego kasyna. Przetrwała wojnę i aż do lat 80. obracała się w ruinę, obrastając dzikim winem. Dopiero wówczas odrestaurowano ją dzięki staraniom Towarzystwa Opieki nad Zabytkami, które to przez następne lata miało tu swoją siedzibę. Dziś zarówno willa, jak i kamienica przejęte zostały przez developera, który zamienić ma ich wnętrza w swoją siedzibę oraz w ekskluzywne apartamenty po tysiącpięćsetstosiedemset za metr.

Zobacz to miejsce na mapie


Pałacyk Szustra


Link | 09.01.09 | mok | (2)



Zagadka nr. 53 - cóż to takiego?
Odpowiedź: Pałacyk Szustra. (Hrabia_Piotr)

Mokotowski Pałacyk Szustra nazwiskami swych budowniczych i dawnych właścicieli zaimponować mógłby niejednemu zabytkowi w śródmieściu Warszawy. Efraim Schroeger, Szymon Bogumił Zug, Henryk Marconi, Adam Idźkowski oraz Lubomirscy, Potoccy, Szustrowie... Wyliczanka niczym z historii Warszawy w pigułce. Pałacyk kilkakrotnie zmieniał nie tylko mieszkańców, lecz także "szatę graficzną". Najbardziej zaszalała jednak jego pierwsza właścicielka - książna Lubomirska, która stworzyła wokół romantyczny ogród, kryjący w sobie takie perełki, jak domek burgrabiego, podziemną grotę, antyczną ruinę, wodotryski, oranżerię, holenderię (czyli dizajnerską stodołę), wioskę rybacką, koryncką eksedrę (czyli lożę do leniuchowania), kamienny sarkofag - symboliczny grobowiec filozofa Rousseau oraz gloriettę flamandzką, przebudowaną później na domek mauretański, i wieżę z gołębnikiem, które jako jedyne przetrwały do dnia dzisiejszego. Dodatkowo nazwała swą rezydencję Mon Coteau, co po francusku oznacza Moje Wzgórze. Mimo podobnego brzmienia badacze wywodzą jednak nazwę dzielnicy raczej od pruskiego imienia Mokoto. Księżna Potocka dodała do tych wszystkich dóbr jeszcze kolekcję etruskich waz, w których podczas szturmu na Warszawę 1831 roku rosyjscy żołnierze gotowali podobno kapustę. Zaraz po II wojnie ruiny całego założenia również pełniły właśnie taką, zgoła mniej romantyczną funkcję niż uprzednio. Handlowano tu bowiem towarami od "cioci UNRRY", której magazyny znajdowały sie w pobliżu. Dziś z pałacyku często dobiegają dźwieki koncertów, organizowanych przez mieszczące się tu Warszawskie Towarzystwo Muzyczne, a z zegara na gołębniku codziennie o 17 usłyszeć możemy powstańczy Marsz Mokotowa.

Zobacz to miejsce na mapie


Gocławek


Link | 10.01.09 | prg płd | (4)



Gocławek to chyba najczęściej mylona dzielnica Warszawy. Nawet wpisując jej nazwę w internetowej wyszukiwarce, pojawia się komunikat "Czy chodziło Ci o: Gocław". Cóż, wieś Gocławek faktycznie założona został na przełomie XVIII i XIX wieku na terenie dóbr Gocławia, lecz przez całą swą historię bardziej związana była z Grochowem, stanowiąc jego naturalne przedłużenie wzdłuż ulicy Grochowskiej. Do dziś kwestia granicy między tymi dwoma osiedlami jest dość mglista. Urzędnicy wyznaczyli ją na ulicach Chłopickiego i Zamienieckiej, podczas gdy historycznie biegnie ona wzdłuż ulicy Olszynki Grochowskiej i pobliskiego kanałku. Głęboko poruszeni mieszkańcy okolic Placu Szembeka mięli więc prawo zamazać farbą napis Gocławek na nowych tabliczkach adresowych, zainstalowanych w okolicy przed kilkoma laty.
Jeszcze na początku lat 20. XX wieku na Gocławku stało tylko 15 domów, w których mieszkało około 200 osób. Dopiero wybudowana w roku 1925 pętla tramwajowa nadała tym okolicom większego znaczenia. Od tego czasu, aż do dziś, swój kurs rozpoczyna tu, a może raczej kończy, linia 24. Mimo to aż do roku 1951 Gocławek musiał czekać na włączenie w granice stolicy. Jednak może właśnie dlatego i dziś, wysiadając z tramwaju na tej najdalej wysuniętej na wschód pętli Warszawy, wciąż możemy poczuć swojski zapach dymu unoszącego się z kominów domków, takich jak ten na zdjęciu z ulicy Kresowej.


Zobacz to miejsce na mapie


Trupia czacha


Link | 11.01.09 | mok | (0)




Jubiler


Link | 12.01.09 | śró płd | (1)



Świetliste zawijasy układające się w napis "Jubiler" na rogu Alej Jerozolimskich i Kruczej to jeden z najbardziej znanych warszawskich neonów. Charakterystyczną czcionkę, towarzyszącą nam od lat 50., wciąż oglądać możemy także przy ulicy Grójeckiej, a niegdyś również na Placu Unii Lubelskiej, Nowym Świecie, Rondzie Waszyngtona, rogu Marszałkowskiej i Alej Jerozolimskich. Czy gdzieś jeszcze?

Zobacz to miejsce na mapie


Punktowce Ściany Wschodniej


Link | 13.01.09 | śró płn | (2)



Wystrzeliły w górę niczym z procy. Trzy 24-piętrowe punktowce Ściany Wschodniej, ukończone w 1969 roku, przez kilka kolejnych lat ustępowały wysokością tylko Pałacowi Kultury. Dziś ledwo mieszczą się w pierwszej trzydziestce najwyższych wieżowców Warszawy. Usytuowane w sercu zespołu domów towarowych i kilku niższych budynków mieszkalnych, odpowiednio u wylotu Chmielnej, między Złotą i Sienkiewicza (to właśnie tu po zdanej maturze nie wrócił do domu Grzegorz Przemyk) oraz przy Świętokrzyskiej, nie przytłaczały jednak przechodniów swym ogromem, sprytnie przysłonięte systemem daszków i pergoli rozciągającego się u ich stóp Pasażu Śródmiejskiego. Początkowo prezentowały się świetnie. Jednak głównie z zewnątrz, gdyż w środku kryły małe mieszkania z ciemnymi kuchniami, bez gazu i z prototypowymi urządzeniami, których naprawa nastręczała wielu problemów. Z czasem jednak także ich elewacje straciły swój blask, pokrywając się patyną czasu. Być może przywróci go planowana na lata 2009-2011 operacja obłożenia budynków srebrnymi panelami. Bo w sumie nie są przecież takie brzydkie...

Zobacz to miejsce na mapie


Kamienica Wielopolskich


Link | 14.01.09 | mok | (0)



W latach międzywojennych ulica Puławska zaczęła zmieniać się z południowej wylotówki Warszawy w prawdziwie wielkomiejską aleję. Zwłaszcza jej odcinek między Rakowiecką i Madalińskiego otrzymał oprawę godną prawdziwego salonu Mokotowa z witrynami sklepów, których nie powstydziłyby się nawet ulice Śródmieścia. Wśród modernistycznych kamienic skrajnym funkcjonalizmem wyróżnia się ta na rogu ulicy Narbutta. Kamienica powstała w roku 1938 dla hrabiów Wielopolskich, według projektu Zygmunta Plater-Zyberka. Ciągnące się wzdłuż jej fasady pasy okien, słupy wspierające dolną kondygnację i zaokrąglony narożnik przywodzić mogą na myśl najwybitniejsze dzieło tego architekta – Tor Wyścigów Konnych na Służewcu. W obłym kształcie budynku pobrzmiewają również echa modnej w ówczesnych czasach architektury okrętowej. Na sąsiednich rogach Puławskiej zacumowało zreszt także kilka innych statków mokotowskiej flotylli, by wymienić choćby Dom Wedla na Madalińskiego i kamienicę przy Olszewskiej.

Zobacz to miejsce na mapie



Sztuka ulicy


Link | 15.01.09 | śró płn | (6)












Zagadka nr. 54


Link | 16.01.09 | mok | (5)



- Gdzie stoi taki "pawilon Lipsk"? I pytanie na szóstkę - co się w nim znajduje?
- Na Domaniewskiej. Znajduje się tam Komenda Główna Straży Pożarnej. (Hrabia_Piotr)

Zobacz to miejsce na mapie


Teatr Komedia


Link | 17.01.09 | żol | (0)



Jeśli w architekturze budynku można oddać jego nazwę, to żoliborski Teatr Komedia jest tego najlepszym przykładem. Rubasznie teatralny ze względu na barokową wręcz mieszankę zastosowanych tu elementów. Komediowy ze wzgledu na powstały z nich socrokokowy koktajl, jak określają go badacze, używający także epitetów, takich jak: styl Stanisława Augusta, pseudorenesans, neobarok czy wreszcie doszukując się inspiracji w architekturze lunaparków. Ażurowe globusy na fantazyjnie kutych balustradach, stonowane trójkątne naczółki okien, zegar słoneczny, loggie na zapleczu, kamienne guzy na fasadzie i kopuła zwieńczona szyszką - to tylko niektóre składniki tego deseru. Aromatu dodaje mu również fakt, że w zależności od źródła występuje pod trzema adresami - Próchnika 8A, Sierpecka 7 i Słowackiego 19A. Wbrew pozorom budynek nie jest dziełem szalonego budowniczego, lecz znanego małżeństwa architektów - państwa Brukalskich. Powstał w 1952 roku jako dom kultury, położony w sercu osiedla WSM, na jego XI kolonii - pierwszym po wojnie zespole domów zbudowanych od podstaw. Kilkakrotnie zmieniał nazwę, będąc także Teatrem na Żoliborzu i Teatrem Północnym. Co ciekawe, nie jest on pierwszą instytucją o tej nazwie w Warszawie. Przed wojną na ulicy Karowej działał bowiem Teatr Comoedia. Dzisiejsza Komedia ze względu na przedstawienia, które miała w swoim repertuarze jest chyba najbardziej warszawskim z warszawskich teatrów. Grano tu m.in. "Boso, ale w ostrogach" Grzesiuka i "Cafe pod Minogą" Wiecha. Prawdziwy koktajl. Ale nawet całkiem smaczny.

Zobacz to miejsce na mapie


Ghost Riders


Link | 18.01.09 | śró płn | (0)




Wyględów


Link | 18.01.09 | mok | (2)



Okolice Fortu Mokotowskiego na Wyględowie to, patrząc z lotu ptaka, jeden z ciekawiej ukształtowanych geometrycznie fragmentów Warszawy. Pięciokąt fortyfikacji szczelnie otoczony jest uliczkami, przypominającymi kręgi rozchodzące się wokół wrzuconego do wody kamyka. Sam fort jest na Wyględowie głównym punktem odniesienia, a jego budowa cezurą w historii dzielnicy. Wznoszący go w latach 80. XIX wieku Rosjanie zniszczyli 400-letnią osadę zwaną Wyględy bądź Wyględowo-Kościesze, a otaczająca go esplanada na kilkadziesiąt lat zahamowała rozwój osadnictwa na tych terenach. Ceglany kolos nadał też nazwę całej okolicy, którą odtąd zwano Fortem Mokotowskim. Dopiero po wojnie przypomniano sobie o dawnej osadzie, oficjalnie nazywając tę część Mokotowa Wyględowem. W międzyczasie zdołano jeszcze przyłączyć ją do Warszawy, co miało miejsce w roku 1916 i może wydawać się dość osobliwe, biorąc pod uwagę, że jeszcze 10 lat wcześniej mieszkało tu zaledwie 100 osób. Zdemilitaryzowano także sam fort, stawiając na jego terenie dwa maszty nadawcze stacji radiowej Warszawa II, a na przylegających doń uliczkach kolonię willi oficerskich. Do funkcji obronnych powrócił dopiero w czasie wojny. W 1939 roku Niemcy bardzo długo nie mogli go zdobyć, a w 1944 nie oddali go nacierającym powstańcom, ostrzeliwując stąd cieżką artylerią walczącą Warszawę.

Przecinająca zdjęcie po skosie ulica Miączyńska jest prawdziwym atlasem historii architektury Wyględowa i samej Warszawy. Na przestrzeni niespełna siedmiuset metrów prześledzić możemy rozwój budownictwa w XX wieku. Wyruszając od wschodu mijamy modernistyczne budynki przedwojenne. Następnie za zakrętem Bełskiej spółdzielcze wille z lat 50., z których jedna należała do architekta Romualda Gutta. Przekraczając Spartańską jesteśmy już wśród tzw. "domków peweksowskich" z lat 70., by wreszcie dojść do wielkopłytowych bloków spółdzielni Politechnika i już całkiem współczesnej Mariny Mokotów, stojącej na dawnych Polach Wyględowskich, wśród których jeszcze dziś wypatrzeć możemy kilka szklarni, będących pamiątką po gospodarstwie AGRIL i dawnym, na poły rolniczym, charakterze tej okolicy. Ten dziesięciominutowy spacer doskonale unaocznia tendencję przestrzennego rozwoju warszawskiego budownictwa ku zachodowi. Sam Wyględów administracyjnie dryfował natomiast zawsze w odwrotną stronę, ku Mokotowowi. Niepomni pradawnej przynależności tych okolic do gminy Pruszków i folwarku Rakowiec mieszkańcy osiedla przy powitaniu składają dziś palce w kształt litery M, mówiąc Moko jest spoko!

Zobacz to miejsce na mapie


Nowości


Link | 19.01.09 | mix | (4)

Witam miłych gości,

Jak pewnie zauważyliście, od nowego roku zmieniła się trochę formuła bloga. Pojawiły się tematy opisowe, które przeplatać się będą od tej pory z tradycyjnymi zdjęciami. Mam nadzieję, że ciekawie będzie się je czytać. Archiwum i "miejsce premier" tematów opisowych znajdować się będzie tutaj: http://syrenigrod.wordpress.com gdzie dzięki różnym opcjom wyszukiwania łatwiej będzie znaleźć opis dotyczący danego obiektu. Od czasu do czasu znajdą się tam też nieco inne zdjęcia omawianych miejsc.

Zapraszam do odwiedzania obu stron i pozdrawiam.

Paweł


Cafe Mozaika


Link | 20.01.09 | mok | (13)

XV. Akcja GTWb - Powrót do przeszłości



Cafe Mozaika czasy swojej największej świetności, przypadające na lata 70., ma już raczej za sobą. Wciąż walczy jednak o klientelę, dostosowując się do współczesnych standardów gastronomicznych. A szkoda! Po niedawnym remoncie i zmianie wystroju bardziej przypomina bowiem typową restaurację średniej kategorii niż knajpę z dawnym peerelowskim klimatem, którym przede wszystkim się wyróżniała. Na szczęście kilka rzeczy zostało po staremu, dzięki czemu wciąż można się choć częściowo przenieść w czasie do przeszłości. Płatna toaleta i szatnia, dancing (fikuśnie nazwany Dyskoteką Dorosłego Człowieka) trzy razy w tygodniu, no i przede wszystkim kolorowy neon nad wejściem. To jest to! By zobaczyć wersję rozszerzoną, zapraszamy do Lotosu na Belwederskiej 2.

Zobacz to miejsce na mapie


Kapliczki na Puławskiej


Link | 21.01.09 | mok | (4)



Nieśmiało przycupnęły wzdłuż ulicy Puławskiej, niczym nikomu już dziś niepotrzebne słupy milowe. A przecież były tu już na długo przed otaczającymi je kamienicami. Przydrożne kapliczki, jeszcze z XIX wieku. Musiały powstać w latach 20., równocześnie z ulicą, wówczas jeszcze Traktem Nowoaleksandryjskim wiodącym na południe od Warszawy. Pozostało ich tylko kilka. Na rogu Olszewskiej z datą 1832, na rogu Grażyny, przed bramą Wyścigów. Ale musiało być ich więcej. Na przykład na rycinie z 1820 roku widać kapliczkę w tym samym „słupowym” stylu, stojącą przed dzisiejszym Domkiem Mauretańskim. Teraz stałaby na środku Puławskiej... Bywało również, że w rolę kapliczkek wcielały się prawdziwe słupy milowe, tak jak ten wyznaczający pierwszą milę Puławskiej na dalekim Mokotowie, w ciężkich czasach ozdabiany przez mieszkańców kwiatami. Ot, znak czasów.


Zagadka nr. 55


Link | 21.01.09 | śró płd | (3)



- Gdzie figuruje taki zygzak?
- Na Nowowiejskiej. (stolicaiokolica.eu)

Zobacz to miejsce na mapie


Jezu, ratuj, bo giniemy


Link | 22.01.09 | śró płn | (1)



Dzieje tej płaskorzeźby przypominają historię świętego Graala. Wizerunek Jezusa jedną ręką zasłaniającego oczy, ukrzyżowanego na tle płonącej Warszawy wyszedł spod ręki Jana Małety w dniach Powstania 1944 roku. W rok później pierwszy jego odlew zawisnął w miejscu pamięci na ścianie kamienicy u zbiegu Alej Jerozolimskich i Marszałkowskiej, po której do dziś pozostał tylko fragment przesuniętego o kilka metrów muru pod hotelem Forum lub, jak kto woli, Novotel. Drugi po dwóch latach ozdobił pierwszy w Polsce, i przez wiele lat jedyny, pomnik Powstańców Warszawskich w... Słupsku, wzniesiony z inicjatywy powstańczego kapelana – księdza Jana Ziei, którego powojenne losy rzuciły do tego pomorskiego miasta. Z tej pierwszej lokalizacji zniknął prawdopodobnie w ramach tzw. akcji dekrucyfikacyjnej w 1958 roku. Z drugiej zaś w roku 1962, powracając na swoje miejsce dopiero 19 lat później za sprawą "Solidarności", lecz już bez przejmującej inkrypcji "Jezu, ratuj, bo giniemy". Trzeci odlew znajdował się u Jezuitów na Rakowieckiej, lecz i stąd zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach, prawdopodobnie tak samo jak czwarty z kościoła na Boernerowie, gdzie mieszkał autor. Urząd Bezpieczeństwa, zastraszając go, pilnował, by płaskorzeźba nie pojawiła się już nigdzie. Egzemplarz plakiety (być może jeden z tych zaginionych) znajduje się ponoć także w Muzeum Rzemiosł Artystycznych i Precyzyjnych, co trudno zweryfikować z uwagi na jego zamknięte dla zwiedzających podwoje. Kilka podobnych plakiet do dziś zobaczyć możemy jednak na cmentarzu na rogu Powsińskiej i Św. Bonifacego. A całkiem niedawno kolejne dwa odlewy płaskorzeźby pojawiły się w Muzeum Powstania Warszawskiego oraz w kościele św. Krzyża na ścianie rekonstruowanego właśnie ołtarza Najświętszego Sakramentu i św. Trójcy, zwanego też Ołtarzem Ojczyzny. W końcu więc odnaleziono naszego „warszawskiego Graala”. I to w dwóch egzemplarzach. Oby pozostał on w tych, jak najbardziej dla niego odpowiednich miejscach, jak najdłużej.


Tabliczki


Link | 22.01.09 | mok | (2)









Powrót do przeszłości. Zenit + klisza - obróbka.


Pomnik Napoleona w Warszawie


Link | 23.01.09 | śró płd | (0)



Czy mamy w Warszawie pomnik Napoleona? Wielu pewnie się zdziwi, ale owszem mamy! Od kiedy? Od lat 20. XX wieku. A gdzie? Obecnie na dziedzińcu Muzeum Wojska Polskiego. Zanim jednak popiersie wodza Francuzów znalazło się tutaj, przebyło długą i tonącą w mrokach dziejów drogę. Spróbujmy ją rozjaśnić.

Pomysł postawienia Napoleonowi pomnika w stolicy narodził się już na początku XIX wieku. Nie wypalił jednak plan wzniesienia monumentu konnego na Krakowskim Przedmieściu u wylotu Miodowej, noszącej wówczas imię niedoszłego bohatera rzeźby. W dodatku pieniądze zebrane na jego budowę zdefraudował generał Jan Henryk Dąbrowski, dopiero na łożu śmierci przekazując je na budowę pomnika Józefa Poniatowskiego. Nie powiodła się też inicjatywa ustawienia rzeźby na Zamku Królewskim. Dopiero po ponad wieku Warszawa podziwiać mogła wreszcie spiżową czapę Bonapartego. W 1921 roku popiersie wodza stanęło na Placu Wareckim, który przy okazji otrzymał także jego imię. Nazwa przeżyła pomnik o wiele lat. Ten bowiem zniknął już po kilku miesiącach. Jego dalsze losy są nieznane. Jednak już dwa lata później kolejne spiżowe popiersie stanęło przed wejściem do Wyższej Szkoły Wojskowej na rogu Koszykowej i Suchej (dziś Krzywickiego). Jego autorem był, bardziej znany jako twórca pomnika Paderewskiego w Parku Ujazdowskim, Michał Kamieński. Ten egzemlarz Napoleona zniszczony został prawdopodobnie w czasie wojny. I tyle o nim piszą badacze...

Aż tu nagle niespodzianka. Okazuje się, że na dziedzińcu Muzeum Wojska Polskiego figuruje taki sam Bonaparte jak przed wojną na Koszykowej! Taki sam, ale chyba jednak nie ten sam, bo coś za młodo wygląda jak na osiemdziesięciokilkulatka. Czyżby odrodził się podobnie jak stojący przed wejściem do muzeum Dowborczyk, zniszczone dzieło tego samego rzeźbiarza, zrekonstruowane na początku naszego wieku? A może ktoś z czytelników wie coś więcej o tej tajemniczej reinkarnacji?


Wyględów w Zenicie


Link | 24.01.09 | mok | (0)







Żelazko


Link | 25.01.09 | śró płd | (4)



„Żelazko”, bo tak bywa nazywany dom stojący w rozwidleniu Marszałkowskiej i Polnej, jest posiadaczem dwóch rekordów. To najwyższa kamienica o najmniejszym podwórku w Warszawie. Oba te „naj” nie wynikają jednak z ekstrawagancji jej twórcy, lecz z chęci maksymalnego wykorzystania nietypowego kształtu działki, na której ją wzniesiono. Kiedy powstawała, pod koniec pierwszej dekady XX wieku, otaczała ją peryferyjna dzielnica na granicy Warszawy. Mieszkańcy z okien obserwować mogli samoloty startujące z pobliskiego lotniska oraz wyścigi konne odbywające się na torze na Polu Mokotowskim. Miejsce to było jednak bardzo perspektywiczne z uwagi na węzeł komunikacyjny, który powstał w okolicach dzisiejszego Placu Unii Lubelskiej, wówczas zwanego jeszcze Placem Keksholmskim. Spotkało się tu sześć linii tramwajowych i początkowe stacje dwóch podmiejskich kolejek – wilanowskiej i piaseczyńskiej. I faktycznie, już niebawem pustawy dotąd plac stał się jednym z ciekawszych skupisk miejskiej zabudowy.

Wróćmy jednak do osobliwości kamienicy położonej u samego źródła głównej ulicy miasta. W momencie powstania była ze swoimi dziewięcioma kondygnacjami jednym z dwóch najwyższych budynków mieszkalnych w Polsce. Drugim była nieistniejąca już dziś kamienica na Rynku Mariensztackim. Na budowę tych „niebotyków” pozwoliło zwiększenie ciśnienia wody w warszawskich wodociągach, które mogły wreszcie wpompować ją na wyższe piętra. Nie był to jedyny luksus w kamienicy. Posiadała ona także kuchenki gazowe, centralne ogrzewanie, centralne odkurzacze i trzy windy. Swoistym znakiem czasów jest fakt, że do dziś działa tylko jedna z nich. Pozostałe są już tylko reliktem przedwojennych dźwigów w ażurowych siatkowych obudowach. Nad wejściem do jednej z nich zachował się monogram KS, w tajemniczy sposób łączący inicjały jej dawnych właścicieli – Kowalskiego Stanisława oraz braci Kazimierza i Stanisława Kasperskich, od nazwiska których kamienica wzięła swoją nazwę.

Druga osobliwość, malowniczo nazwana przez wyśmienitego varsavianistę Jerzego Kasprzyckiego „sztolnią ze świetlikami”, nie dość, że ze swoimi wymiarami 2x8x4 metry jest najmniejszym podwórkiem w Warszawie, to jeszcze znajduje się na wysokości drugiego piętra, a od góry przykrywa ją szklany daszek. Jej funkcja ogranicza się do doświetlania okien, należących zresztą głównie do pomieszczeń gospodarczych. Jeśli dobrze się przyjrzeć, to ten wewnętrzny dziedzińczyk ma kształt... trumny. Skojarzenie to przywodzić może na myśl tragiczną historię z okresu okupacji. W mieszkaniu pod numerem 23 aresztowano bowiem członków Wydziału Informacyjno-Wywiadowczego AK, wydanych przez agentkę gestapo V-98 – Blankę Kaczorowską z grupy operacyjnej, która przyczyniła się również do aresztowania generała „Grota” Roweckiego. Po wojnie ta sama V-98 była agentką „polskiego” SB. Tak oto kamienica przy Marszałkowskiej 1 zawarła w sobie fragment pogmatwanej warszawskiej historii.

Zobacz to miejsce na mapie


Zagadka nr. 56


Link | 26.01.09 | mix | (3)









- Gdzie znajdują się takowe mozaiki?
- W Alejach Jerozolimskich, na Belgijskiej i na Suzina. (1/3 Re)


Kasa Chorych


Link | 27.01.09 | śró płn | (4)



W poszukiwaniu warszawskich kontrastów warto wybrać się na uliczkę Mariańską, ukrytą między Jana Pawła i Emilii Plater. U stóp 40-piętrowego wieżowca Rondo 1 przycupnął tu zgrabny klasycyzujący budynek. A raczej to ów kolos wymościł sobie miejsce za jego plecami, zabierając staruszkowi promienie popołudniowego słońca. Kasę Chorych, bo tak za młodu nazywał się ten staruszek, dzieli od lśniącego drapacza chmur 80 lat i cała era w dziejach architektury. Jest on ostatnim domem z gęstej przedwojennej zabudowy ulicy Mariańskiej, przeciętej dziś na pół i w praktyce unicestwionej przez jezdnię Świętokrzyskiej, która na tej wysokości przebiega na gruzach czterech kamienic.
Z fasady Kasy Chorych czytać możemy historię budynku niczym z książki. O dacie powstania informują nas cyfry 1925 wykute na szczycie zaokrąglonego narożnika, a także wplecione we wzór krat okiennych, na zmianę z monogramem KC, którego rozwinięcie znajdziemy na kartuszu umieszczonym nad jednym z okien. O późniejszej zmianie nazwy świadczy zaś napis Ubezpieczalnia Społeczna w Warszawie wyryty w tympanonie. Autorzy podpisali się wprost na elewacji, na wysokości pierwszego piętra – PROJ HENRYK GAY INŻ ARCH / WYKON Bcia HORNI RUPIEWICZ SP AKC. Napis nad wejściem od strony narożnika Pańskiej mówi nam, że kiedyś była tu apteka, a pobliska tablica o funkcjonującej tu w czasach okupacji Żydowskiej Szkole Pielęgniarek – jedynej oficjalnie działającej szkole w getcie. Tradycje żydowskiego osadnictwa na ulicy Mariańskiej były już jednak dużo starsze. Pod koniec lat 20. XX wieku 9 z 12 tutejszych kamienic należało bowiem do Żydów, a w latach 30. w Ubezpieczalni pracował sam Janusz Korczak. Jednynie ani słowa w tej książce o Powstaniu Warszawskim, choć także ono zapisało w niej swój rozdział. W sierpniu 1944 roku ulokował się tu zbombardowany później szpital zgrupowania Chrobry II, a w październiku pierwszy punkt zbiorczy ewakuowanych z Warszawy rannych. Przez cały ten czas dostępu do Kasy Chorych broniła barykada na rogu Pańskiej.
Dziś nie słychać tu już strzałów, a sama uliczka jest oazą spokoju w samym centrum miasta. Jeśli nie będziemy zadzierać głowy wyżej niż na wysokość trzeciego piętra, możemy choć na chwilę przenieść się w czasie.

Zobacz to miejsce na mapie


Bicycle Race


Link | 28.01.09 | żol | (0)



Zobacz to miejsce na mapie



facebook
flickr

indeks

2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
12
11
10
09
08
07
06
05
04
03
02
01
2008
2007
2006

mok
och
pow
prg płd
prg płn
str mst
śró płd
śró płn
wol
żol
mix
świat

zły
budapast
neony
street


made in warsaw
© paweł kozdrowicz
pkozdrowicz@gmail.com

>>